Wyświadcz sobie przysługę i pozbądź się… nadziei!

Co jakiś czas, tuż po tym jak dopadnie mnie wściekłość i uporządkuję już w swojej głowie to wszystko co chciała mi powiedzieć, nachodzi mnie refleksja, że „sama to sobie zafundowałam”.

Nie chodzi o to, że się obwiniam – nie. Po prostu nasuwa się myśl, że gdybym tak strasznie nie pragnęła wierzyć w coś czego akurat się uczepiłam prawdopodobnie tej złości, rozczarowania i frustracji byłoby dużo mniej lub nawet wcale.
 I stąd tytuł.
Nie mogę pozbyć się wrażenia, że ta cholerna nadzieja mydli mi oczy!
Coś co nasza kultura przedstawia jako coś pięknego, szlachetnego i niby motywującego w rzeczywistości sprawia, że stoję w miejscu nie robiąc niczego konstruktywnego, a jedyną aktywnością jaką wykazuję to „kurczowe trzymanie się nadzieji” i walka ze swoimi myślami o to by wciąż mieć wiarę w tę cukierkową nadzieję. Chore.
No chore.
I chyba wielu z nas jest chorych pod tym względem.
Omamieni frazesami od dzieciństwa szastamy nimi na prawo i lewo by uzasadnić naszą bezradność.
A przecież mamy prawo czuć się bezradni.
Ja mam. I jakże często tak się właśnie czuję!
Ale o-o!!
Niespodzianka!

Jak tylko dam prawo sobie tak właśnie się poczuć, pozwolę wypłakać czy wywkurwiać i emocje wreszcie opadną, zawsze wtedy pojawia się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki jakiś pomysł-rozwiązanie lub choćby kierunek, który możnaby obrać by coś zaradzić.

Więc helooooł!!! Ja jednak nie jestem taka bezradna! Ja się jedynie tak czuję!

To prawdopodobnie efekt podcinanych w dzieciństwie skrzydeł samodzielności… Zresztą to też nie ma większego naczenia dlaczego to uczucie się pojawia. Odarcie samego siebie z nadzieji uwalnia co prawda falę emocji (to dobrze, uwierz mi), ale  przede wszystkim pozwala wreszcie skonfrontować się z tym CO JEST,wreszcie się tym zająć i jeszcze w bonusie zgarnąć poczucie sprawstwa i wpływu na kształtowanie własnego życia, które potrafi dać niezłego, energetycznego kopa.

Może więc tytuł tego posta powinien racej brzmieć „Jak przejść z bezradności w zapał?”
Odpowiedź brzmi: „Dać jej się wybachorzyć!”.
Ps: Przypomniała mi się rewelacyjna książka Stephena R.Covey’a „7 nawyków skutecznego działania” i opisywane przez niego kręgi: krąg zainteresowań i krąg wpływu. Pokazuje on jak bardzo skupienie swojej uwagi na kręgu wpływu (czyli tym na co faktycznie mamy wpływ) pozwala efektywnie działać we wszystkich obszarach życia. Jeśli więc pozbawianie siebie samego nadzieji brzmi dla ciebie zbyt drastycznie i jakoś cię nie przekonuje – odsyłam do tej książki, bo dotyka dokładnie tego co się tutaj ze mnie wylało.
Photo by Niklas Hamann on Unsplash

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s